Avalon » Serie komiksowe » Daredevil vol. 2 » Daredevil vol. 2 #51

Daredevil vol. 2 #51

Daredevil vol. 2 #51

"Echo- part one"

Postacie
Cytat

Maya: "I'm coming for you, Matt."

Streszczenie

Nazywam się Maya Lopez. Nie jestem jednak pewna, czy nadal jestem tą osobą. Gazety nazwały mnie Echo. Właśnie tak się teraz czuję - jak echo. Oto moja opowieść.

Jestem głucha. Mojej historii nie można opowiedzieć słowami. Nie można jej też zapisać za pomocą nut. Wydarzyła się w pauzach pomiędzy nimi. To chwile ciszy pomiędzy nutami są istotne. Tam zdarza się magia. Tam można mnie spotkać. Zawsze tak było.

Gdy byłam dzieckiem, rysowanie było dla mnie jedną z najwcześniejszych form komunikacji. Gdy dorasta się w ciszy, świat jest sceną pełną milczących aktorów. Tato, mama, pan Fisk, wódz. Moje życie to obcojęzyczny film bez napisów. Zmuszona byłam nauczyć się języka nie słysząc nigdy głosu mego ojca. Nauczyłam się też odczytywać uczucia z jego twarzy. Czy uczucia wydają dźwięki? Z ust taty odczytywałam tajemnice wszechświata zastanawiając się, jaka cudowna muzyka musi towarzyszyć jego uśmiechowi.

Analizowałam dogłębnie mowę ciała. Poznałam ją na poziomie, jaki nie dany będzie żadnej słyszącej osobie. Potem sama nauczyłam się bezbłędnie nią posługiwać. Najpierw powtarzając ruchy warg, twarzy, całego ciała, później byłam w stanie powtórzyć wszystko. Oko i umysł były w stanie pojąć skomplikowany świat dźwięków jedynie przy pomocy wzroku i dotyku.

Rysowałam wszędzie. Nie tylko na papierze. Również na ścianie w szkole. Nauczycielka krzyczała "Maya, nie wolno!". To było na długo, zanim ktokolwiek zorientował się, że jestem głucha. We wczesnym okresie życia byłam opisywana innym słowem, które nauczyłam się wyczytywać z ruchu warg otaczających mnie ludzi. "Opóźniona". Zostałam posłana do szkoły specjalnej, gdzie szybko nauczyłam się rozpoznawać słowa "Maya, nie wolno". Tylko mój ojciec nigdy nie kazał mi przestać. Ciągle śmiał się z tego, co robiłam. Nie obchodziło go to, że nic nie mówiłam. Nie martwił się tym, że jestem opóźniona.

Później, kiedy uświadomiłam sobie, że na świecie istnieje coś takiego jak dźwięk, zadawałam ojcu mnóstwo pytań w stylu: "Jaki dźwięk wydaje śmiech?", "Jaki odgłos wydaje trawa?". Gdy dowiedziałam się, że deszcz wydaje dźwięk, zapytałam: "Jaki dźwięk wydają chmury?", "Czy słońce hałasuje?", "Jak brzmi tęcza?". Gdy pytałam go o takie rzeczy, sprawiałam, że śmiał się i płakał jednocześnie. Wtedy pytałam, jak to brzmi.

Od czasu do czasu mój ojciec udawał się do miejsca, które nazywał "rezerwatem". Nie był to typowy rezerwat dla określonego plemienia, ale strefa dla wszystkich indiańskich plemion. Czasem zabierał mnie ze sobą. Do dziś zachowałam surowe wspomnienia tamtego miejsca. Był tam pewien człowiek, starszy niż inni, którego mój ojciec chyba szanował i z którym rozmawiał więcej niż z innymi. Nazywał go "wodzem". Myślałam, że zwracają się tak do niego, bo jest emerytowanym strażakiem, czy też redaktorem. Był swego rodzaju duchowym przywódcą grupy. Niektórzy nazywali go szamanem. Ludzie przychodzili do niego po poradę lub informacje. Dla mnie wyglądał na gawędziarza. On i mój ojciec opowiadali innym historie o zwierzętach. Nauczył mnie nawet czegoś, co nazywa się indiańskim językiem znaków. Mówił do mnie, jak gdyby wiedział, że go nie słyszę. Przemawiał do moich oczu, do mego umysłu i do mego serca. Mówił obrazkami. Czy to właśnie tym jest szaman? Gawędziarzem? Gdy zapytałam go o to odpowiedział, że jest gawędziarzem, ponieważ potrafi opowiadać historie w taki sposób, że słuchacze pojmują ich prawdziwe znaczenie. Dodał, że jestem podobna do niego, ponieważ postrzegam rzeczywistość inaczej niż inni. Mam wiele talentów. Potem opowiedział mi o poszukiwaniu wizji. Wyjaśnił, że jeżeli chcemy dokładnie poznać samych siebie, musimy na pewnym etapie życia połączyć się z wyższym bytem, który wie o nas wszystko - zna nasze słabości, błędy, a także nasze możliwości. Wiele plemion rdzennych Amerykanów osiąga to poprzez medytację, zwaną poszukiwaniem wizji.

Kiedy nauczyłam się czytać, wiele dowiadywałam się z komiksów. Pamiętam, że plemiona i postaci z opowieści przypominały mi superbohaterów. Wódz opowiadał mi historie o mocy i odpowiedzialności. Po powrocie do domu przekazywałam je dla ojca, w pełni rozumiejąc ich znaczenie. Kiedyś powiedziałam, że też zostanę gawędziarzem. Ojciec zaśmiał się i odpowiedział, że już jestem. Był to ostatni raz, kiedy poszliśmy do rezerwatu razem.

Wiedziałam, że muszę wypracować własny sposób opowiadania. Więcej niż znaki, słowa, czy dźwięki. Zaczęłam przekazywać swoje historie poprzez komiksy. Medium to może zrozumieć każdy, nawet jeżeli jest głuchy. Nawet jeśli ktoś nie wie, jakie dźwięki wydają chmury, może wczuć się w taką opowieść. Chciałam zostać swoim własnym szamanem. Też chciałam przemawiać obrazkami.

Miałam dziewięć lat w chwili śmierci mego ojca. Pamiętam, jak w ambulansie położył mi swoją zakrwawioną dłoń na twarzy, po czym zmarł. Zostawił mi tylko swoje echo. Czy smutek robi hałas? Jeśli tak, gdybym nie była głucha, usłyszałabym go wtedy bardzo donośnie.

Potem zdarzył się związek - rozbity później w najgorszy z możliwych sposobów, konfrontacja i zemsta. Nie chcę teraz o tym mówić. Jest tylko kilka rzeczy, które powinniście wiedzieć. Pierwsza - spotkałam naprawdę świetnego faceta, z którym mogłam się dogadać. Druga – ktoś, komu ufałam manipulował mną, wykorzystując moje uczucia do ojca. Jego też zdradził. Rozwiązałam ten problem po swojemu. Przy okazji zniszczyłam związek z tym facetem. Opuściłam kraj i wierzcie lub nie, ale napisałam o tym sztukę.

W międzyczasie podróżowałam po świecie próbując się czegoś nauczyć. Chyba chciałam się nauczyć czegoś o sobie, poukładać sprawy. Skupiłam się na swojej najwcześniejszej miłości - sztuce. W każdym kraju, w którym lądowałam, odwiedzałam muzea. Patrzyłam na obrazy i widziałam w nich siebie. Kolory chyba można porównać do dźwięków. Niektórzy malarze wiedzą, jak połączyć ze sobą kolory w odpowiedni sposób, aby tworzyły muzykę. Zaczęłam się uczyć komponować barwy, jakbym komponowała dźwięki. Malowałam absorbując style i rytmy malarzy z całego świata. Tworzyłam autoportrety, ponieważ chciałam odnaleźć się w kolorach. Próbowałam rozłożyć się na atomy i poskładać na nowo w formę, jaką będę w stanie kontrolować. W coś pięknego. Nieważne, jednak jak bardzo się starałam. Nie mogłam nigdy do końca wyfiltrować bałaganu, gniewu, smutku i poczucia winy ze swojego dzieła. Zdecydowałam się na konfrontację u źródła...

Gazety nazywają go "Daredevil". Ja znam go jako Matta Murdocka. Nie jestem jednak pewna, czy nadal jest tą osobą. Przekonam się. Wracam do ciebie, Matt.

Autor: Don God

Galeria numeru

Daredevil vol. 2 #51

Imię i nazwisko:
Inne pseudonimy:
Opis:
Moce:
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2020 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.