Avalon » Serie komiksowe » 1602 » 1602 #1

1602 #1

1602 #1

Część 1

Streszczenie

A oto postacie zarówno sławne i niesławne, o których dzisiaj padnie słów parę:
* Dr Stephen Strange
* sir Nicholas Fury, Peter Parquagh, Matthew
* Wielki Inkwizytor, Wanda, Petros
* Virginia, Rojhaz
* Anioł, Scotius Summerisle, Robert Trefusis, John Grey
zaś specjalnym udziałem zaszczyci nas
* Królowa Elżbieta

Niechaj zaś mottem przewodnim dzisiejszej opowieści będą słowa sir Nicholasa Fury:
"I'm afraid Armageddon is rather outside my departament, Majesty"

A oto część pierwsza, w której zawiąże się intryga i pojawią się jej bohaterowie:
A zatem posłuchajcie Lordowie i Damy, zebrani tu oto wokół płonącego kominka, bowiem opowiem o najprzedziwniejszych wydarzeniach, ktore zaszły nie tak dawno, bowiem anno domini 1602. Pamiętacie zapewne marzec, gdy niebo było koloru krwi, trzęsienie ziemi zniszczyło miasto York, a Anglię nawiedziły powodzie, tak że w serca nasze włał się strach iż nadchodzi koniec świata? Otóż miłościwie panująca królowa Elżbieta, tego samego się obawiała. Niepokój ten był powodem, dla którego wezwała przed swe oblicze sir Nicholasa Fury, będącego jej okiem i uchem we wszystkich krajach Europy, dostarczycielem informacji i obrońcą przed wymierzonymi weń spiskami. Na dwór przybył także doktor nauk tajemnych Stephen Strange. Przekazał on sir Nicholasowi ostrzeżenie, iż ze świętego miasta Jerozolimy (będącej we władaniu Mahometan, niech będą przeklęci!) wyrusza do Anglii coś, co tajemne siły nakazały strzec czcigodnemu Stephenowi. Rzecz mu nieznana bliżej, a tak potężna, iż nie mogła w żaden sposób wpaść w ręce wrogów Anglii, których jest przecież mnóstwo całe. Doktor nie chciał zdradzić źródła swej wiedzy, zapewne dlatego iż jednooki sir Nicholas nie wierzył w nauki tajemne, lecz mimo to zgodził się pomóc, taka bowiem była wola królowej.

Odeszli więc sprzed jej oblicza, a sir Nicholas odbył jeszcze rozmowę z magikiem. Dr Strange przyznał, że burze i trzęsienia ziemi gnębiące naszą wyspę nie są naturalnego pochodzenia, po czym został zadziwiony dedukcją sir Nicholasa. Ten zapytał go bowiem, czy ze świętego miasta przybywa niesiony przez starca skarb Templariuszy. Lecz odpowiedź nie padła, a obaj rozeszli się do swych zadań.

Powiadam wam, nie wiecie jeszcze iż przeklęci papiści z Hiszpani więzili wówczas w swych lochach niezwykła istotę! Inkwizycja wydała na nią wyrok śmierci, bowiem pochodziła z wiedźmiego rodu a spłodził ją diabeł. Tas brzmiał wyrok, choć istota miała skrzydła i wyglądała jak anioł...

Powróćmy jednak do sir Nicholasa. Przybył on do tawerny w Westminster, w której grał wówczas ślepy skrzypek Matthew i ujrzał jak jego młodociany sługa Peter Parquagh bawi się schwytanym pająkiem. Udał się z nim do pokoju na górze, gdzie zgasił światło. Wówczas przez okno wraz zimnym płomieniem wtargnął niczym śmiały diabeł najlepszy szpieg sir Nicholasa. Za otrzymany diament zobowiązał się udać do Triestu i tam spotkać ze starcem wiozącym skarb z Jerozolimy, a także baczyć na to aby nie wpadł on w ręce hrabiego Otto von Dooma, władcy Latverii, bowiem wieść niosła, iż ma on taki niecny zamiar. Szpieg zniknął równie tajemniczo jak przybył, a Peter spoglądał za odchodzącym ślepym skrzypkiem zastanawiając się czy jest on człowiekiem, czy istotą z piekła rodem.

Jeżeli zaś o magika Strange'a chodzi... Odbył on w swym domu rozmowę ze swym medium, obawiając się mrocznych czasów jakie miały nastać. Potem rzucił na dziewczynę czar. Wtedy to jej dziwne słowa przekazały mu, iż ciemność może być odsunięta... bowiem ujrzała jak z Nowego Świata zmierza do Anglii statek "Virginia Maid", a na jego pokładzie stoi białowłosa dziewczyna i Indianin... zaś gdzieś w wieży, łańcuchami skuto anioła... nie, raczej człowieka ze skrzydłami, ktory wkrótce miał spłonąć na stosie inkwizycji... a potem Wielkiego Inkwizytora, u boku którego stała zakonnica w szatach czerwonych niczym ogień... i ona go wyczuła! I odepchnęła! Powiadam wam, sam Doktor Strange był wyczerpany. I obawiał się naonczas, że jeśli królem po śmierci Elżbiety zostanie Jakub, stosy inkwizycji zapłoną także w Anglii...

Zaś w twierdzy Domdaniel w Hiszpanii (przeklęty niech będzie starzec o siwej brodzie) Wielki Inwizytor zapytał siostrę Wandę, czy tym którego poczuła mógł być sługa diabła, Javier. Wanda nie była pewna, lecz Inkwizytor tak. Zapytał zatem brata Wandy, Petrosa o srebrnych włosach, co przekazał mu na swym dworze Jakub, król Szkocji. Myślą Jakuba było, aby po dojściu do władzy w Anglii wytępić wszystkich z wiedźmiego rodu. I choć był protestantem, możliwy był sojusz z papistami. Wielki Inkwizytor postanowił w tym pomóc i wysadzić gmach Parlamentu, a winę zrzucić na ludzi rodu wiedźmy! Tak było, klnę się! To tego dnia narodził się spisek prochowy! Zaś na dzień następny Inkwizytor zaplanował egzekucję diabła, noszącego na plecach skrzydła anioła.

Lecz nie lękajcie się, bowiem zawczasu zdradzę, iż do twierdzy wślizgnęło się dwóch przebranych za mnichów ludzi.

Na razie zamilczę o tym jednak, bowiem pora co nieco o statku "Virginia Maid" zdradzić. Na jego to pokładzie białowłosa Virginia i jej strażnik Rojhaz zmierzali do Angli stanąć przed obliczem królowej. Wprost z kolonii Roanoke, oboje przez ojca Virginii wysłani. Dziewczyna obawiała się jedynie, iż coś co się jej przydarzyło, powtorzyć się może na królewskim dworze...

W gardle zasycha, lecz rzeknę wam jeszcze kim byli Templariusze, bowiem słyszę iż nie wszyscy pojęli tę część opowieści. W czasach krucjat strzegli oni szlaków w krajach wschodu, jako zakon mnichów-wojowników. Aż pewnego dnia urośli w siłę, tak że pozazdrościł im król Francji Filip Piękny i Papież. Zlikwidowali oni zakon, a rycerzy spalili na stosach, lecz mimo to nie odnaleźli ich skarbu. Pytacie co było tym skarbem? Póki co rzeknę tak jak sir Nicholas młodemu Peterowi: do dziś nie wiadomo.

A czy wiecie, że wkrótce po wyjściu z gospody sir Nicholas został zaatakowany? Tak było! Lecz pokonał nożownika, a potem umieścił go w Tower, chcąc dowiedzieć się kto go przysyła. Żałował, że jego przyjaciel sir Reed już nie żyje, bowiem pomagał mu on często, choć miał dziwną obsesję na punkcie pobożnego hrabiego von Dooma... Zapewne spokojniejszy byłby Fury, gdyby wiedział, iż ślepy skrzypek opuszczał właśnie Anglię, na pokładzie statku aby wypełnić swą misję.

Czas na kulminacyjny punkt naszej dzisiejszej opowieści. Z samego rana Inkwizycja przywiązała anioła do pala, chcąc go spalić. Lecz nagle ich pochodnie zamarzły... a z tłumu wybiegło dwóch młodzieńców, którzy wślizgnęli się do twierdzy wcześniejszej nocy. I uwierzcie mi, że z rąk jednego tryskał lód który odepchnął papistów, zaś drugi zdjął z oczu rubinową opaskę i karmazynowym światłem z oczu przepalił więzy anioła. To byli oni, ludzie z wiedźmiego rodu, przybyli uwolnić swojego, jak objaśnili aniołowi. Nakazali mu lecieć do portu, sami zaś uciekli przez wyrwę w murze, wypaloną czerwonymi promieniami. Już na statku, pchanym w stronę Angli dziwną mocą młodego rudowłosego chłopca Johna Greya, przedstawili mu się jako Scotius i Robert, którzy przybyli zabrać go Sanktuarium, gdzie ukryć się mogli ludzie z rodu wiedźmy. Anioł skrył na ich prośbę swe skrzydła, bowiem ród wiedźmy wzbudzał strach w zwykłych ludziach, czego dowodem było noszone przez Scotiusa wypalone na piersi piętno w kształcie litery X.

I na tym chwilowo zakończę opowieść. Rzeknę jeszcze tylko, iż z Jerozolimy podążał stary człowiek, co ponoć śnić się miało królowej. Ze świętego miasta wyjechały cztery identyczne wozy, lecz potężny skarb miał tylko starzec, który obawiał się, że nie dotrze do Triestu. Jeden wóz wpadł już w zasadzkę, a droga zaiste długa była.

Teraz pora na przerwę, abym wreszcie przepłukać mógł zmęczone gardło.

Autor: Kumos

Galeria numeru

1602 #1

Imię i nazwisko:
Inne pseudonimy:
Opis:
Moce:
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2020 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.