Avalon » Serie komiksowe » Terror inc. vol. 2 » Terror inc. vol. 2 #1

Terror inc. vol. 2 #1

Terror inc. vol. 2 #1

"The Dismemberment Plan"

Postacie
  • * Terror
  • * Mrs. Primo
  • * Roger Harper

    * Roy Montgomery i jego ludzie

    * Sparks i jego ludzie

    * wspomnienia: Draghignazzo, Talita

Cytat

Terror, zaczepiając na ulicy najemnika: "Excuse me, sir... I'm looking for the dermatology clinic..."

Dan: "Take a hike, freak."

Terror skręca mu kark: "I'm very sensitive about my complexion."

Streszczenie

Nazywali nas wandalami i mam nadzieję, że osobiście przyczyniłem się do powstania słownikowej definicji tego pojęcia. Spędziliśmy dwa niezapomniane tygodnie w lecie 455 roku w Rzymie, paląc, gwałcąc i rabując. Piękne czasy... Niestety, nasz król okazał się ostatnią dupą i dał się przekonać papieżowi do podpisania rozejmu, więc spakowaliśmy zdobyczne i wróciliśmy do domu. Mi się wcale nie spieszyło. Miałem żonę, która wyglądała jak locha, a po zasmakowaniu w rzymiankach nawet po ciemku nie chciało mi się jej dotknąć. Cóż... Tak jak podejrzewałem, ten cały rozejm zemścił się na nas. Rzymscy żołnierze byli zgrają maminsynków, więc jak przyszło co do czego, szukali pomocy w magii. A może to papież wykorzystał swoje kontakty... nieważne. W każdym razie, był potwór. Pierwszej nocy wybił połowę wioski. Drugiej było już lepiej - zabił kilka owiec i moją żonę. Jak nakazywał lokalny romantyzm, poprowadziłem resztki naszych ludzi do walki z bestią. Rzuciłem się na nią i wbiłem włócznię w oko, a potem wpełzłem do paszczy, pożarłem serce i wyciąłem sobie drogę z powrotem. Taa... byłem cholernym bohaterem. Dostałem tyle wdzięczności, że prawie zapomniałem o rzymiankach. Tydzień później, coś zaczęło się psuć i to byłem ja. Ktoś zauważył smród, a pamiętaj, że w tamtych czasach nie było perfum i mydełek, więc smród naprawdę oznaczał smród. Potem zacząłem się rozpadać. Gnić. Dopadła mnie klątwa bestii. Po miesiącu mnie wygnali, więc przez jakiś czas błąkałem się bez celu, żebrząc i zabijając co znalazłem w lesie. Wkrótce pojawił się nowy problem, bo gnijące członki zaczęły odpadać i zrozumiałem, że klątwa nie pozwoli mi umrzeć. Nie chciałem skończyć jako żywa kupka zgnilizny, więc postanowiłem improwizować i odkryłem, że mogę używać części zamiennych. Jak odcinałem świeżą część, moje ciało po prostu zrastało się z nią. Zacząłem więc szukać nowych części jak jakiś ćpun, a kiedy przyłączałem sobie coś nowego, moje ciało przejmowało część właściwości jego poprzedniego posiadacza. Problem w tym, że wtedy używałem zwierzęcych części, więc szybko się stoczyłem. Wieśniacy zaczęli ganiać za mną z pochodniami i widłami, więc szybko uzbierałem sobie komplet nowych części i ruszyłem w drogę.

Po kilkuset latach, w 1164. znalazł mnie Draghignazzo - największy z Rycerzy Cienia, którzy wtedy rządzili Europą. Rozpoznał moją klątwę i uznał, że mogę mu się przydać w rywalizacji z innymi rycerzami. Specjalnie mnie to nie obchodziło, ale ponieważ jego magia pomogła mi się pozbierać, zostałem jego lojalnym sługą. Przez wiele lat pustoszyliśmy kontynent ogniem i mieczem, ale jak wszystko, co dobre i to się skończyło. Pewnego dnia, przeciwnicy otoczyli nas nad Renem i Draghignazzo poległ. Wcześniej jednak udzielił mi instrukcji, jak go pochować i zapieczętować grób, by mógł się uleczyć i powrócić. Kochałem go jak brata i znalazłem osobę, która dzieliła ze mną ból po tej stracie - jego żonę, Talitę. Razem zebraliśmy armię, by dokonać zemsty i przez kolejne dziesięć lat pławiliśmy się we krwi wrogów. Potem Talita została królową i rządziła przez kolejne dziesięć lat. Była sprawiedliwa dla wszystkich, więc zapanował pokój i porządek, a wszyscy byli szczęśliwi. Nawet ja. Nie wiem, co ona widziała w takim zgniłku jak ja, ale może po dziesięciu latach ciągłej wojny nawet truposz wygląda jak Cary Grant. Zakochaliśmy się w sobie, ale znowu skończyło się to przedwcześnie. Któregoś dnia, podczas przejazdu przez las zaatakowała nas banda zbójów, wynajętych przez bogaczy, którym nie podobały się rządy Tality. Pokazaliśmy im piekło, ale mieli przewagę liczebną i musieliśmy ulec. Talita błagała mnie, żebym odciął jej kończyny i uciekł, by pomścić ją później. Zrobiłem to, ale płakałem przy tym jak dziecko, a ona nawet nie jęknęła. Naprawdę staliśmy się jednością i tylko dzięki temu udało mi się uciec. Gdy wróciłem później i znalazłem jej ciało, dotarło do mnie, co zrobiłem. Pochowałem ją i wygrzebałem dla niej magiczne pieczęcie z grobu Draghignazzo. Próbowałem powtórzyć zaklęcia, ale pewnie wyszło mi to jak pijanemu marynarzowi. Wkrótce, noga od niej zaczęła się psuć i bałem się, że stracę też ramię - jedyne co sprawiało, że była wciąż ze mną. Odszukałem więc w lasach czarownicę, a jej mąż kowal zrobił dla mnie pancerz, na który rzuciła zaklęcie. Podziałało - czułem jej miłość w każdym włóknie swojego ciała, a następne dziesięć lat spędziłem, wybijając co do jednego zabójców mojej ukochanej. Jej ręka to jedyna część mojego ciała, która nie zmieniła się od tamtych czasów, ale Talita nigdy nie powstała z grobu.


Kończąc opowieść, Terror wychyla kieliszek i stawia go obok innych pustych na barze. Siedząca obok kobieta mówi, że to bardzo romantyczna historia, więc odwraca się do niej i pyta, czy teraz się z nim prześpi. Pani Primo odpowiada jednak, że kiedy słyszała tę opowieść poprzednio, łotrów było o połowę mniej, więc musi być nieźle zalany. Terror stwierdza, że wtedy nikt nie przejmował się dokładnością, ona jednak radzi, żeby poszedł się przespać, bo jutro ma się spotkać z pierwszym od miesięcy ważnym klientem, a firma ma rachunki do zapłacenia. On wzdycha, że kiedyś rozwiązywanie problemów było łatwiejsze i daje się odprowadzić do pokoju.

Następnego dnia, Terror jakby nigdy nic podchodzi do stolika kawiarnianego, przy którym siedzi Roger Harper - pracownik Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Tamten najpierw upewnia się, że ma do czynienia z prawdziwym Terrorem, a potem pyta, czy to rozsądnie rozmawiać tutaj. W odpowiedzi słyszy, że w Los Angeles ludzie pilnują tylko czubka własnego nosa i nic im nie grozi, ale gdy zamierza przedstawić swój problem, tak się denerwuje, że aż potrąca kelnera. Terror już dość się zabawił jego kosztem i stwierdza, że teraz mogą omówić na osobności.

Już w śmigłowcu należącym do Terror inc., Harper wyjaśnia na czym polega zlecenie. Mówi, że pracuje dla niezależnej komórki w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego zwanej Matką, a ponieważ Terror każe mu przeskoczyć zbędne szczegóły wspomina, że mają w biurze kreta. Problem polega na tym, że to sam dyrektor Matki - Roy Montgomery. Nie ma żadnej władzy, która mogłaby go usunąć, a wszystkie próby rozwiązania sprawy od wewnątrz zawiodły, więc chce, żeby Terror go zlikwidował. To nie jest szczególnym zaskoczeniem, więc przechodzi do szczegółów: za dwa dni, Montgomery spotyka się z przywódcami organizacji Death Reign, która planuje zamachy na terenie Stanów. Oprócz standardowej ochrony, ściągnął także najemników, więc musi zostać zlikwidowany w chwili przybycia. W tej sytuacji, Terror może tylko poprosić o adres i czek.

Dwa dni później, Terror i pani Primo czekają w holu hotelu w Beverly Hills na ludzi Montgomery'ego. Gdy tylko jeden wychodzi z pokoju, Terror podąża za nim na dwór, zagaduje, a następnie szybko i sprawnie urywa mu głowę. Przypominając sobie, że robi to dla patriotyzmu, odrywa własny czerep i zastępuje go głową tamtego. Po pewnym czasie wraca do hotelu z zakupami i informuje panią Primo, czego dowiedział się z mózgu najemnika. Potem wjeżdża na górę i bez większych problemów, chociaż przy kilku interesujących wymianach zdań, przechodzi przez ochronę. Gdy dociera do pokoju, mówi pozostałym najemnikom, że przyniósł zamówienie szefa i dowiaduje się, że Montgomery jest na "zebraniu". Jeden z nich zauważa zbroję na jego ręce, co oznacza koniec konspiracji i początek rozwałki. Szybko radzi sobie z najemnikami, ale pojawiają się oddziały ochroniarzy i w krzyżowym ogniu zaczyna tracić części ciała. Tymczasem w hotelu zostaje ogłoszony alarm i goście w panice wybiegają z pokoi. Tyko pani Primo spokojnie dopija herbatkę.

Terror przerywa Montgomery'emu "zebranie" w łóżku z panienką i mierząc do niego z karabinka oświadcza, że gardzi zdrajcami i Harper wcale nie musiałby mu za to płacić. Tamten chce coś powiedzieć, ale nagle pada strzał z boku i jego mózg rozbryzguje się na ścianie. Do pokoju wchodzi mężczyzna z bronią, który teraz celuje do Terrora. Ten zgaduje, że został wrobiony, a cała sprawa to jakaś grubsza afera, ale w tej chwili sam obrywa w głowę. Pojawia się oddział specjalny, a nieznajomy każe im zabić Terrora. Dziurawiony przez kolejne serie kul, Terror odbezpiecza granat i cały pokój wylatuje w powietrze. Kiedy dym opada, Sparks każe swoim ludziom zawiadomić laboratorium, żeby przygotowali kąpiel kwasową, bo obiekt jest w drodze. Po tych słowach, zbliża się do zmasakrowanego, ale wciąż żywego Terrora i zamierza się na niego siekierą.

Autor: Gil Galad

Galeria numeru

Terror inc. vol. 2 #1

Imię i nazwisko:
Inne pseudonimy:
Opis:
Moce:
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2020 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.