Avalon » Serie komiksowe » Brotherhood » Brotherhood #7

Brotherhood #7

Brotherhood #7

"Let Freedom Ring"

Cytat


Mitzy: "You're a mutant? I shoulda known, you and that friend of yours!"
Hoffman: "Oh, Mitzy. And there I thought you were something special. Something more than just another bleached-out, implant-enhanced bigot."

Streszczenie

Philadelphia. Hoffman kończy zapisywać coś w swoim dzienniku, gdy w drzwiach staje mutant o wyglądzie podstarzałego hipisa i mówi, że wszyscy już czekają. Po drodze daje upust swojej ekscytacji, w potoku słów wyrażając swoją wiarę w zwycięstwo rewolucji i opowiadając, jak wytrwale przekonywał wszystkich, którzy ośmielili się wątpić. Jedyne, co Hoffman ma mu do powiedzenia to aby nie zwracał się do niego per "pan", bo tutaj wszyscy są równi. Potem wychodzi przed tłum, na mównicę prze Idependece Hall i przedstawiając się jako X ogłasza, że nadszedł czas rewolucji. Na początek przywołuje nazwiska Gandhiego, Kinga i Kennedy'ego jako ludzi, którzy poświęcili życie za to o co walczyli. Oświadcza, że w przeciwieństwie do nich woli żyć i doświadczyć lepszego jutra razem z tymi, którzy wierzą w niego. Twierdzi, że ludzki świat nie widział dotąd tak licznego zgromadzenia mutantów, co tylko świadczy o ich liczebności i sile. Przyznaje, że musiał się ukrywać, ale postanowił z tym skończyć. Wskazując na kordon policji, otaczający zgromadzenie, twierdzi, że przybyli oni, by zniszczyć go tak samo, jak zrobili to z Kingiem, Kennedym i Gandhim. Nie tylko jego chcę jednak zniszczyć, ale też całą rewolucję i ich wszystkich. Wzywa, by nie pozwolić na to i odpowiedzieć siłą. Na jego wezwanie, z tłumu lecą w kierunku policjantów butelki i kamienia, a już w następnej chwili, rozpoczynają się regularne zamieszki. Hoffman obserwuje przez chwilę bitwę, po czym schodzi z mównicy i znika w cieniu. Kanałami wydostaje się z objętej zamieszkami dzielnicy, a idąc ulicą, uśmiecha się tylko na widok kolejnych wozów policyjnych. Postanawia, że musi się napić i wchodzi do najbliższej knajpy.


Kilka godzin później, gdy wyśpiewuje głośne toasty z głową na biuście przypadkowej prostytutki, przy stoliku zjawia się nagle Orwell. Hoffman zaprasza go by usiadł i napił się z nimi, więc jego towarzysz zajmuje najbliższe krzesło, ale tylko wpatruje się w niego posępnie. Panienka do towarzystwa pyta, co jest z nim nie tak, więc Hoffman wyjaśnia, że są partnerami w interesach, ale od jakiegoś czasu nie dogadują się najlepiej. Twierdzi, że Orwell obraził się za decyzję, którą podjął dziś rano, a potem, krzyczy, by wynosił się z jego głowy i zabrał swoje uwagi. Nalewa sobie kolejną szklankę gorzały i wychyla, mówiąc, że nie powinien przejmować się jego błędami, skoro nie będzie musiał za nie odpowiadać. Potem dodaje, że jeśli uważa to posunięcie za nieprzemyślane i desperackie - ma rację. Wstając, wyciąga zza stolika swoją nową znajomą i stwierdza, że dosyć ma słuchania jego ględzenia, bo głowa go boli od tego. Zdaje sobie sprawę z konsekwencji i każe Orwellowi zawiadomić wszystkie komórki i postawić je w stan gotowości. Przyznaje też, że trzeba zrobić coś z Marshalem, ale dość ma naprawiania świata na jeden dzień i resztę wieczoru ma zamiar spędzić ze swoją Mitzy. Gdy się odwraca, jakiś facet przebrany za Wuja Sama przystawia mu broń do głowy i krzyczy, że za to co zrobili dzisiaj mutanci w tym mieście, zabije go na miejscu. Dziewczyna natychmiast odsuwa się od niego, gdy dociera do niej, że ma do czynienia z mutantem. Orwell komentuje to na swój sposób, ale Hoffman każe mu się zamknąć i pyta zamachowca, kto go przysłał. Wuj Sam twierdzi, że jest tylko jednym ze zwykłych obywateli, którzy dosyć mają rządowych obietnic zajęcia się problemem mutantów i sami postanowili zadbać o bezpieczeństwo swoich rodzin. Wymachując pistoletem, oświadcza, że jak na wyższy gatunek, mutanci okazali się straszni naiwni, skoro myśleli, że ludzie pozwolą tak po prostu się wytępić. On i jemu podobni zatrzymają tą całą rewolucję, nawet jeśli będą musieli osobiście zalać ulice krwią mutantów. Hoffman nazywa go głupcem i mówi, że jeden człowiek nie zdoła powstrzymać rewolucji, tak samo, jak jeden nie zdoła jej wzniecić. Unosi rękę, a energia poraża niedoszłego zamachowca, powalając go na ziemię. Posyła Mitzy całusa, żałując, że tak to się skończyło i radzi by opuściła lokal czym prędzej. Gdy oddalają się z Orwellem na dostateczną odległość, budynek wylatuje w powietrze.


Asher ogląda reportaż z Philadelphii, przywiązany do krzesła w celi. Mimo jego zapewnień, że odszedł z Brotherhood i nie chce mieć już z nimi nic wspólnego, Marshal twierdzi, że powinien zostać tu jeszcze trochę i poobserwować, aż zmądrzeje. Mike twierdzi, że już wszystko przemyślał i chce mu pomóc, ale ten woli zostawić go jeszcze w celi, by się upewnić. Na zewnątrz czeka na niego mężczyzna, który natychmiast zaczyna się zachwycać jego sposobem działania, podejściem do więźniów i w ogóle wszystkim, co robi, a przy tym oferuje swoją pomoc, jeśli tylko może być przydatny. Marshal każe Beckamnowi się zamknąć i twierdzi, że stare powiedzenie; "wróg mojego wroga jest moim przyjacielem" wcale nie oznacza, że musi mu włazić do tyłka. Następni przechodzi do celi na wyższym piętrze, gdzie przetrzymywana jest, w nieco lepszych warunkach, Malon Reeves. Siada koło niej przed telewizorem i zaczyna komentować sytuację w Philly, zwracając szczególną uwagę na przepełnione szpitale i cierpienia niewinnych. W końcu ona wstaje i wyłącza telewizor, pytając, co miałaby zrobić dla niego. Marshal chce wiedzieć, co naprawdę planuje X, ale ona twierdzi, że nie może mu pomóc, bo nigdy nawet nie spotkała X'a. Być może Bryson byłby bardziej przydatny, bo on również dość miał rewolucji, ale teraz już nie żyje i to z jej winy. Marshal twierdzi, że jego śmierć może zyskać nową wartość, jeśli uda im się powstrzymać X'a, któremu nie zależy wcale na prawach mutantów, a jedynie własnym interesie, który muszą dopiero poznać. Ona zauważa w jego wypowiedzi osobisty wątek, ale on odpowiada, że to wszystko pełne jest osobistych spraw, jak choćby jej zemsta za śmierć Brysona. Przekonuje, by zgodziła się współpracować z Asherem i Faginem podczas sfingowanej ucieczki z więzienia. Twierdzi, że mogą zbliżyć się do X'a i skończyć to wszystko, bo nie jest on wcale taki błyskotliwy i nietykalny, jak sam uważa. Malon zgadza się w końcu.


Siedząc w fotelu z butelką whiskey w jednej i starym zdjęciem w drugiej ręce, Hoffman wspomina starego przyjaciela, Marshala. Mówi, że czeka na niego i jest przygotowany.

Autor: Gil Galad

Galeria numeru

Brotherhood #7

Imię i nazwisko:
Inne pseudonimy:
Opis:
Moce:
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2020 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.